Schron...
Schron pod "Solidarnością"
(artykuł z 1995 roku)



Mniej więcej dwa lata temu gdańska popołudniówka "Wieczór Wybrzeża" zamieściła sensacyjny reportaż z akcji nurkowej, która miała miejsce w schronie pod budynkiem NSZZ "Solidarność" w Gdańsku.
Informowano tam o znalezieniu przez płetwonurków w zalanym korytarzu poniemieckiego uzbrojenia. Artykuł ten spowodował, przyjazd innych grup w to miejsce. Rychło jednak administracja budynku zamurowała jedyne wejście i niecny proceder w ten sposób ukróciła.
Jako bohater tego reportażu mam przyjemność przedstawić kulisy tworzenia sensacji prasowej.


Podczas penetracji Gdańskich podziemi wraz z członkami Agencji Eksploracyjnej "Loch" trafiliśmy do wspomnianego obiektu. Budowla jest bardzo interesująca. Jest to poniemiecki schron o ogromnej kubaturze (jeden z największych w Gdańsku, nawet obecnie) z dwoma wejściami na zewnątrz budynku i jednym wewnętrznym. Zbudowany prawdopodobnie przed wojną.
Z wyposażenia zachowały się do dnia dzisiejszego sanitariaty, elementy maszynowni - wentylatory, oryginalne oznaczenia pomieszczeń. Ściany pokryte są farbą fosforyzującą na wypadek awarii oświetlenia.
W kilku miejscach znajdują się pomieszczenia poniżej poziomu podłogi schronu. Ich przeznaczenia nie udało się nam ustalić. Mają one wysokość ok. 1,5 metra, szerokość ok. 3 i długość jakieś 5 metrów.
Jedno z nich całkowicie zalane wodą znajduje się niedaleko jednego z wejść do schronu.To właśnie pomieszczenie postanowiliśmy sprawdzić

przygotowuję się do nurkowania :)


inne zdjęcia z tej akcji


Do udziału w akcji zaproszeni zostali dziennikarze z "Wieczoru".

Dowcipni koledzy przygotowali niespodziankę mi i Wojtkowi Piotrowiczowi, z którym miałem nurkować. Zanim przedstawiciele mediów przemogli strach i zanurzyli się w czeluści pachnącego wilgocią schronu, zaświeciłem latarką w otwór włazu zalanego pomieszczenia. Zauważyłem leżące na dnie hełmy i inne żelastwo. Zadowolone miny kolegów potwierdzały to, co widziały moje oczy. Nie zdążyłem zareagować bo właśnie nadeszli goście z prasy i trzeba było udawać, że wszystko jest ok.

Do wody wchodziliśmy pojedynczo asekurując się linką.

"....Dwaj nurkowie przygotowują się do wejścia pod wodę. Ostatnie wskazówki Piotra, linka zawiązana na dłoni i pierwszy nurek powoli zanurza się w zmąconej, zabrudzonej wodzie. W tym momencie na zewnątrz wypływa czaszka jakiegoś małego zwierzaka. Chociaż nie tego szukaliśmy, wrażenie jest niesamowite...."

Po zanurzeniu się stwierdziłem, że pomieszczenie jest identyczne z tymi, które znajdują się w innych częściach schronu. Woda je wypełniająca z całą pewnością pochodzi z opadów. Liczne ślady "nieszczelności" w ścianach schronu, którymi wlewa się woda, oraz zwisające makarony o dość znacznej długości na suficie zalanego pomieszczenia świadczyły o tym niezbicie. Na dnie pomieszczenia znalazłem dużą ilość szkieletów małych gryzoni i chyba jednego kota. Po poruszeniu osadu na dnie faktycznie jedna z czaszek wypłynęła na powierzchnię.

Podczas nurkowania zastanawiałem się, jak się odegrać na kolegach za podrzucone militaria.

Zacząłem od tego, że kiedy opłynąłem już wszystko i woda była bardzo zmącona, siadłem w kącie, wyłączyłem latarkę i zacząłem wybierać linkę. Jak się później dowiedziałem "długość" korytarza wprawiła wszystkich w osłupienie.
Myślałem również co by było gdybym wyszedł z wody mówiąc im, że nic nie znalazłem. Po krótkim namyśle zdecydowałem się jednak wyciągnąć podrzucone żelastwo z wody. Woda była już tak mętna, że Wojtek, który nurkował po mnie mógł faktycznie nic nie znaleźć.
Znalazł on jednak i wydobył cuchnące krzesło biurowe z epoki "wczesnego Gierka".

"....Znaleziska leżą na zalanej podłodze, zmarznięci nurkowie opowiadają szczegóły swych podwodnych penetracji, ich głosy roznoszą się po olbrzymich salach, światła latarek krążą po gołych ścianach. Wszyscy czują się nieco zmęczeni i zmarznięci, a jednocześnie pełni energii i świadomi tego, że przed chwilą miało tutaj miejsce niecodzienne wydarzenie....."

Kiedy czytałem dwa dni po akcji ten reportaż, aż dostałem gęsiej skórki.

Mam nadzieję, że koledzy, którzy przyjeżdżali specjalnie do Gdańska by zanurkować w schronie, mieli wystarczająco dużo innych atrakcji i nie mają do nas żalu.

Ostatnio próbowałem załatwić oficjalne wejście do obiektu w celu przeprowadzenia wycieczki. Pan z administracji odmówił informując z błyskiem w oku, że schron ma kilka zalanych kondygnacji, połączony jest przejściami z innymi obiektami w mieście, a pogłoski, że znaleziono w nim jakieś militaria są dziennikarską kaczką.

W tym ostatnim punkcie poniekąd ma rację.

Wojciech Kwidziński


Powrót